My Playlist †

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 4.: Nazywam sie Mick Smith.

Ten dzień zapowiadał się bardzo ciekawie.
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez odsłonięte okno.
Rozglądając się po pokoju, zauważyłam, że Trixie i Willow jeszcze śpią. Więc postanowiłam się powoli ogarnąć, po czym udałam się na śniadanie.
W salonie aż huczało od rozmów. Wszyscy byli zaskoczeni wiadomością o nowym uczniu. Zastanawiali się dla czego nie wiadomo kiedy on przyjedzie. Przecież dyrektor powinien to wiedzieć.
Po śniadaniu udałam się wraz z Jeromem do szkoły.
- Jak Ci się spało? - zapytał. Najwidoczniej chciał przerwać ciszę.
- Dobrze. A tobie?
- Też... - odpowiedział. Długo się zastanawiał o co jeszcze może zapytać, po czym powiedział. - Może udamy się dzisiaj na jakąś randkę?
- No okay. Tylko tym razem nie pytaj się Eddiego ani nikogo innego co masz zrobić. Sam wpadnij na coś romantycznego.
- Okay. Ale skąd wiesz, że się go pytałem?
- Zgadnij. Przecież on chodzi z Trixie i mówi jej wszystko. A Patricia to moja przyjaciółka. - odpowiedziałam, spoglądając na niego ukradkiem. Byłam ciekawa jego wyrazu twarzy.
Był zaskoczony. Złapał się za głowę i poruszył wargami nie wydając żadnego dźwięku. Nawet nie musiał. Zauważyłam, że "mówił" : 'Ale ze mnie idiota'. To było nawet słodkie. Spoglądałam jeszcze przez chwilę na niego, po czym szybko opuściłam głowę w dół, gdyż w tym samym momencie zorientowałam się, że Jerome zerka na mnie.
- Więc jesteśmy umówieni? - zapytał nadal patrząc na mnie.
- Yyy... Tak. - odpowiedziałam. Wymusiłam lekki uśmiech, starając się, żeby wyglądał naturalnie. Miałam nadzieję, że nie zauważy, że udawałam.
- Okay. To widzimy się dzisiaj po lekcjach. - dodał, po czym udał się do Alfiego.

Chwilę później byłam już z Niną i Amber. Patricia była z Eddiem u Sweeta. Ustalali godzinę ich spotkania, gdyż Sweet i jego syn zaprosili Trixie na kolację.
Teraz we trzy zaczęłyśmy obmyślać plan na kolejne dni.
- Co robimy w związku z wiecie kim? - zapytała Amber.
- Jeżeli chodzi o tą Anabel, to chyba musimy jej odpuścić. Ona jest zastraszana. Jeżeli udamy się do biblioteki i ją wystraszymy, to powie o tym Victorowi. A wiecie dobrze co wtedy z nami będzie. - powiedziałam.
- Masz rację Joy. A co robimy z Jakiem i Zaklętym? W ogóle kto to jest ten Zaklęty?
- Nie mam pojęcia, Nina. Ale musimy się tego dowiedzieć i to jak najszybciej. Jake'a też zostawmy na razie w spokoju. Wydaje mi się, że to samo się powoli rozwiąże. Musimy się tylko dowiedzieć czego szukał u Victora i dla czego go zastrasza.
- O niee... Czyli to oznacza, że musimy się udać do gabinetu Victora. - powiedziała lekko załamana Amber.
- Niestety tak. Nie mamy innego wyjścia. Najlepiej zrobić to jak najszybciej.
- Czyli dzisiaj... - dodała Nina. - Ale ktoś będzie musiał zająć Victora. Bo inaczej się tam nie dostaniemy. W dodatku do jego pokoju powinny iść najwyżej dwie osoby.
- Może Amber z Alfiem zajmą Victora, w czasie gdy ty, Nino wraz z Fabianem udacie się na górę do pokoju Rodenmaara? - zaproponowałam.
- Okay. Udam, że zemdlałam. A ty, Joy? Gdzie w tedy będziesz? - zapytała Amber.
- No ja w tym czasie będę z Jeromem na randce. Sorry. Nie mogę jej odwołać. Potem powie, że robię to specjalnie. Przepraszam ale tym razem będziecie musieli poradzić sobie sami. Wiem, że dacie radę. Zawsze dajcie. - powiedziałam, uśmiechając się ciepło do dziewczyn.
- No okay. Damy radę. - powiedziały jednocześnie.
I w tej samej chwili zadzwonił dzwonek na lekcję.
W środku lekcji przyszedł do nas Sweet, po czym oznajmił.
- Niedługo odbędzie się zabawa z okazji zbliżającego się święta. Potrzebuję ochotników do pomocy w przygotowaniach. Pomyślałem, że Eddie Miller i Jerome Clark zajmą się odpowiednią muzyką. Amber Millington wybierze stroje. Nina Martin i Joy Mercer pomogą Trudy w kuchni. A cała reszta będzie urządzać salę, konsultując się, oczywiście, z Amber Millington, gdyż grono pedagogiczne pragnie aby stroje pasowały do wystroju. Liderem w ostatniej grupie będzie Fabian Rutter. Bez jego wiedzy i zgody, a także mojej, nie możecie podjąć żadnych działań. Proszę porządnie przygotować się do swoich zadań. Jest to bardzo ważne dla naszej szkoły. Od tego zależy nasza reputacja! Wszelkie pytania dotyczące całego przedsięwzięcia możecie zadać mi po lekcjach.
Uczniowie byli zszokowani. Niedawno dowiedzieli się o nowym uczniu, a teraz jeszcze okazało się, że odbędzie się impreza z okazji jakiegoś święta, o którym nic nam nie wiadomo. To wszystko stawało się co raz dziwniejsze. Victor i Sweet chcieli po prostu zająć nas czymś w czasie, gdy będą zajmować się sprawą Jake'a i Zaklętego. To wszystko zaczynało powoli do siebie pasować. 

 Po lekcjach udałam się prosto do Domu Anubisa, gdzie zaczęto przemeblowanie w pokoju Fabian'a i Eddie'go. Wnosili nowe łóżko i jakieś meble.
W holu panował straszny zamęt. Wszyscy czegoś szukali, albo patrzyli z zaciekawieniem na całą sytuację.
Niektórzy plotkowali na temat nowego ucznia, który miał właśnie dzisiaj do nas przyjechać. Cała ta sprawa była dziwnie zakręcona. Skołowana stałam w drzwiach do salonu, obserwując, gdy nagle poczułam, jak ktoś dotyka mojego ramienia. Zlękłam się i natychmiast odwróciłam.
- Wystraszyłem? - zapytał, śmiejąc się Jerome.
- Tak, nawet bardzo mnie przestraszyłeś. - odpowiedziałam mu z uśmiechem. Tym razem nie byłam w stanie udawać. Coś mi na to nie pozwoliło.
- To jak z tą naszą randką? Idziemy gdzieś? Teraz nikt nie zauważy. Wszyscy są zajęci przygotowaniami do przyjęcia tego nowego ucznia.
- Możemy iść. A ty nie chcesz go zobaczyć?
- Po co mam czekać na jakiegoś kolejnego kolesia, który na początku będzie udawał, jaki to on nie jest fajny tylko po to by później okazało się, że jest zwykłym kujonem? Z resztą będę go oglądał do końca roku codziennie więc daruję sobie te "spotkanie". Myślałem, że ty też chcesz się stąd wyrwać.
- Tak, chcę.
- Więc chodźmy. - powiedział, podając mi rękę.
Tylko spojrzałam w jego niebieskie oczy i nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Podałam mu rękę i wymknęliśmy się z domu.
Tym razem, Jerome zabrał mnie do kina i restauracji w mieście. Film, na który się wybraliśmy był dramatem, ale z happy endem. Po części romantyczny, w wielu scenach wzruszający, doprowadzający do łez. Bardzo mi się spodobał.
W restauracji było bardzo sympatycznie. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się i flirtowaliśmy. Czułam się swobodnie, tak jak nigdy w obecności Jerome'a. To było zaskakujące, a wręcz dziwne. Tak jakby to nie był Jerome. Jakbym była na randce z kimś innym. Jednak gdy na zewnątrz zrobiło się już ciemno, a w lokalu zostało tylko kilka osób, stary Jerome wrócił. Udowodnił mi to. Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie, po czym silnie pocałował. Po tych ruchach, zrozumiałam, że pewność siebie wróciła do Jerome'a z podwójną siłą. Nie byłam pewna, czy jest to dobry znak. Ale bez zawahania się pozwoliłam mu na pocałunek. Siedzieliśmy jeszcze przez kilka minut, gdy nagle telefon Jerome'a zaczął dzwonić.
- Nie odbierzesz? - zapytałam.
- Nie. To nic ważnego. Później oddzwonię.
- Skąd możesz wiedzieć, że to nic ważnego?
- Jestem pewny. To Poppy. Poczeka.
- Okay. Wiesz, Jerome jest już dość późno. Jeżeli Rodenmaar dowie się, że nas jeszcze nie ma, to...
- Masz rację. Musimy się już zbierać. - dodał, po czym zawołał kelnera i zapłacił rachunek.
Gdy byliśmy już przed Domem Anubisa, Jerome postanowił, że zadzwoni do Poppy, a mi kazał nie czekać na siebie.
Udałam się więc do środka. W holu był już spokój. Zadziwiające było to, że nikogo nie było ani w salonie, ani w kuchni. Jednak po chwili usłyszałam kroki dobiegające z holu. Nie zdążyłam nic zrobić, gdy nagle zauważyłam nowego ucznia przed sobą. Był to wysoki brunet o dużych, ciemnych oczach. Spoglądał na mnie przez chwilę.
- A my się chyba jeszcze nie znamy, prawda? - zapytał. - To nic. Nazywam się Mick Smith. A ty, piękna istoto, jak się nazywasz?
- To jest Joy Mercer, a ja jestem jej chłopakiem i nazywam się Jerome Clark. Zapamiętaj sobie te nazwisko. Na pewno ci się przyda. - powiedział Jerome, który pojawił się za moimi plecami znikąd.
- Na pewno zapamiętam. Nie widziałem jeszcze tak pięknej, młodej kobiety. Ciężko byłoby mi cię zapomnieć. - dodał, całując moją dłoń.
- Bardzo dziękuję, Mick. - powiedziałam z lekkim rumieńcem. - Miło mi cię poznać, ale muszę już iść do swojego pokoju.
Spojrzałam jeszcze tylko na Jerome'a, dając mu do zrozumienia, że ma nie robić nic głupiego i udałam się do swojego pokoju.
Trixie jeszcze nie było, a Willow czytała jakąś książkę.
Byłam bardzo zmęczona. Położyłam się do swojego łóżka. Dotknęłam policzkiem poduszki, po czym zasnęłam.




 Przepraszam, że zrobiłam sobie aż tak długą przerwę. Nie wiem dla czego to zrobiłam, ale dzisiaj postanowiłam wrócić. Nie wiem na jak długo, jednak mam nadzieję, że teraz będę miała więcej czasu na pisanie. Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam ;* <3
Love Ya Guys xxxx

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 3.: Wszystko jest nie tak.

Gdy obudziłam się, dziewczyn już dawno nie było ze mną. Przez chwilę myślałam, że zaspałam pierwszego dnia szkoły! Jednak moje wątpliwości rozwiały się wraz z wtargnięciem Patrici do pokoju.Ona także była jeszcze w pidżamie.
- W końcu się obudziłaś. - powiedziała - Willow jest tak optymistyczna, że mam już jej serdecznie dosyć! - dodała po chwili.
- Patricio, przestań. Przyda nam się trochę optymizmu w życiu.
- Hej Joy! - wykrzyczała wbiegająca do pokoju Willow. - Jak Ci się spało? - zapytała.
- Hej Willow. Dziękuję, że pytasz. Bardzo dobrze.
- To ja może zostawię was same i pójdę się ogarnąć. - powiedziała Williamson.
Uśmiechnęłam się tylko, po czym wstałam z łóżka. Podeszłam do swojej szafy, kiedy nagle Willow rzuciła się na mnie, żeby mnie przytulić.
- Oooo... Uwielbiam się przytulać! - powiedziała nadal mnie ściskając.
- Willow. Masz z nami pokój, ale nie będę traktowała takiego zachowania. Skoro tak bardzo lubisz się przytulać, to znajdź sobie osobę, która też to lubi. I przypomnę Ci, że ja nie na widzę się przytulać. Zrozumiałaś?
- Tak... - powiedziała z widocznym smutkiem na twarzy. - Już więcej nie będę.
Nie mówiąc już ani słowa, udałam się do łazienki, z której właśnie wychodziła Trixie.
- Ooo... Po tej skwaszonej minie sądzę, że masz już tak samo dosyć Willow jak i ja.
- Miałaś rację. Ciężko jest z nią wytrzymać. - odpowiedziałam wchodząc do łazienki.
- A nie mówiłam.
Gdy się ogarnęłam, udałam się na śniadanie. Po drodze spotkałam Amber i Ninę.
- Hej Joy. - powiedziała Nina, po czym dodała - Wczoraj w nocy, Victor gdzieś wychodził. Był z nim ktoś jeszcze. Ale to nie była ta kobieta.
Chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią. Nie wiedziałam czy mam mówić Ninie i Amber o Jake'u, czy poczekać na resztę ekipy.
- Słuchajcie. Z Victorem był Jake. - powiedziałam, po czym na minutę zapadła cisza.
- Skąd wiesz? - zapytała Amber.
- O tym właśnie miałam wam powiedzieć. On był u Victora przed waszym przyjazdem. Ja byłam szybciej. Nikogo jeszcze nie było w Domu Anubisa. Nawet Trudy. Victor rozmawiał z nim. - miałam właśnie powiedzieć im resztę, kiedy nagle zobaczyłam Rodenmaara przed sobą.
- Panno Mercer, czy chcesz mi coś powiedzieć? - zapytał spoglądając na mnie ze wściekłością.
- Ma Pan fajne buty? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Czego tu szukacie! Na śniadanie, już! - wykrzyczał do Niny i Amber.- A Pani uda się ze mną do dyrektora Sweeta.
- Ale dla czego? - zapytałam ze strachem.
- Ty już dobrze wiesz dla czego. - powiedział przymrużając jedno oko i wskazując palcem na mnie.
Złapał mnie powyżej łokcia i zaczął prowadzić po schodach, tak jakbym była przestępcą.
Całą sytuację zobaczyła Trudy. Natychmiast się za mną wstawiła.
- Victorze, gdzie prowadzisz moją gwiazdkę tak bez śniadania? - zapytała.
- Do dyrektora! - warknął Rodenmaar.
- Ale ona musi zjeść śniadanie. Nie może iść głodna do szkoły. - powiedziała Trudy.
Teraz w holu byli wszyscy domownicy.
Jerome patrzył na całą sytuację z przerażeniem.
- Dobra! - wrzasnął puszczając moją rękę. - Ale od razu po śniadaniu widzę ją u dyrektora! Ja też tam będę! Rozejść się, no już! - dodał.
Przerażona Trudy zabrała mnie do salonu, gdzie zjadłam śniadanie, po czym szybko udałam się do Sweeta.
Delikatnie zapukałam w drzwi, które szybkim ruchem otworzył Victor. Wciągnął mnie do środka. Teraz byłam już tylko ja, Victor i Erick.

- Co się stało Victorze? - zapytał ze spokojem w głosie dyrektor.
- Ta uczennica wie o naszej tajemnicy i rozgaduje ją innym uczniom! - uniósł się Rodenmaar.
- Ale dla czego tak sądzisz?
- Bo słyszałem jak mówiła o Jake'u Amber Milington i Ninie Martin! - wrzasnął.
- Victorze, proszę. Nie krzycz w moim gabinecie! - uniósł się Sweet, po czym dodał. - Panno Mercer, czy wiesz coś o niejakim Jake'u? - zapytał powoli się uspokajając.
Zastanawiałam się przez chwilę co powiedzieć. Nie mogłam wyznać, że słyszałam całą rozmowę Victora. Po chwili powiedziałam:
- Nie wiem o kim mówi Pan Victor. W każdym razie rozmawiałam z Niną i Amber o Jake'u, ale mówiłam o moim koledze. Zbieżność imion. Czasami tak się zdarza. - wybrnęłam.
- Kłamiesz! - warknął Rodenmaar.
- Vicotrze! Nie osądzaj Joy! - powiedział Sweet. - Mercer, wracaj na lekcję, a ty Victorze wypij sobie melisę na uspokojenie, skoro nie możesz poradzić sobie ze swoimi problemami! - dodał Sweet.
Wyszłam z gabinetu wraz z Rodenmaarem.
- Nie ujdzie Ci to na sucho, Mercer. - powiedział Victor - Erica możesz okłamywać, ale mnie nie oszukasz! Będę miał Cię na oku! - dodał, po czym udał się w stronę wyjścia.
Trochę skołowana i przerażona, wróciłam na lekcję.

Na przerwie ekipa Sibuny zebrała się w auli, gdzie opowiedziałam im o wczorajszej sytuacji i dzisiejszej rozmowie. Postanowiliśmy działać. Trzeba dowiedzieć się czegoś o koleżance Victora i o słynnym Jake'u. W tej sytuacji postanowiliśmy udać się wszyscy do Biblioteki Forobishera tuż po lekcjach.
Kiedy dotarliśmy do umówionego miejsca, rozglądając się weszliśmy do środka.
Nic się tam nie zmieniło, oprócz tego, że połowa książek leżała na ziemi. Wyglądało to tak, jakby ktoś czegoś szukał. Po chwili usłyszeliśmy szepty i zbliżające się kroki. Długo nie myśląc schowaliśmy się za regałami.
Do biblioteki przyszedł Victor i jego koleżanka.
- Tu jesteśmy bezpieczni. Zamieszkaj tu! Nie będę się wtedy tak o Ciebie martwił, Anabel.
- Victorze, ale tu nie ma żadnej kuchni, sypialni... Dla czego nie mogę wrócić do Domu Anubisa?
- To jest zbyt ryzykowne, uwierz mi. Te trutnie coś podejrzewają! A one są bardzo sprytne. Poza tym Jake nachodzi mnie tam. Ciągle pospiesza, ale ja nic nie poradzę na to, że nie mam żadnych wiadomości od Zaklętego. Muszę czekać na jego ruch. Nie mogę nic zrobić. A ty musisz na siebie uważać. Jake zagroził, że Cię skrzywdzi! Nie mogę do tego dopuścić! Jesteś moją drugą miłością, zaraz po Sarze...
- No dobrze... Rozumiem. Ale będziesz musiał dostarczać mi jedzenie i przynieść mi tu jakieś łóżko.
- Wszystko załatwię. Jutro będzie gotowe. Muszę to zrobić tak, żeby nikt tego nie zauważył. Jutro znów po Ciebie przyjdę, Anabel. - powiedział całując ją w czoło, po czym złapał ją za rękę i wyszli.

- Musimy stąd iść! I to natychmiast! Jeżeli Victor nas zobaczy, będzie źle! - powiedział Eddie.
- Ohhh... Jakie to romantyczne! Victor ma jednak serce! - powiedziała z politowaniem Amber.
- Nie wiedziałam, że kiedyś doczekam się tego. Vicotr się zakochał! - powiedziałam.
- Serio, możemy porozmawiać o tym po drodze. Zaraz mogą tu wrócić. - dodała Nina ze strachem w oczach.
- No... Słabo by było, gdyby po tej akcji nas zobaczyli. - dodała Patricia udając się w stronę drzwi wraz z Eddiem.
- Macie rację. - powiedział Alfie łapiąc Amber za rękę.
Wyszłam zaraz po nich. Ostatni szli Nina i Fabian, którzy zboczyli z drogi i wybrali się na spacer.
Po chwili byłam już całkiem sama. Odbiegłam od biblioteki.
Wpadłam na świetny pomysł! Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Jeroma.
- Jerome? Proszę, pomóż mi! Chyba skręciłam kostkę! Strasznie mnie boli i nie mogę wstać!
- Joy! Już biegnę, powiedz mi tylko gdzie jesteś!
- Gdzieś w lesie. Nie wiem gdzie! Ale chyba nie daleko szkoły.
- A co ty tam robisz?
- Po lekcjach poszłam na spacer. Proszę, pomóż!
- Już biegnę! Zaraz Cię znajdę!
Rozłączyłam się. Miałam go w garści. Teraz tylko czekałam aż się pojawi.
Po nie całych 30 minutach, zobaczyłam zmachanego Jeroma. Podbiegł do mnie.
- Jerom, pomóż. - powiedziałam wymuszając płacz.
- Już jestem. Zaraz Ci pomogę. Możesz na mnie liczyć. - odparł biorąc mnie na ręce.
- Dziękuję... - szepnęłam.
Czułam się wyjątkowo. Jeszcze nikt nigdy się dla mnie tak nie poświęcił. Wtuliłam się w jego umięśnione ciało. Teraz czułam się jeszcze lepiej.
Zaniósł mnie do Domu Anubisa. Wszedł ze mną do salonu, gdzie położył mnie na sofie.
- Poczekaj. Pójdę po Trudy. - powiedział zmartwiony.
- Nie, Jerome. To chyba nic poważnego. Na prawdę. Czuję się już lepiej.
- To może przyniosę Ci trochę lodu? - zapytał.
- Dobrze. Tylko się pospiesz. - odparłam.
Powoli zaczynałam wierzyć w jego zmianę, ale nie mogłam teraz odpuścić. To był dopiero początek.
- Proszę, tu masz lód. - powiedział, kładąc mi go na nogę.
- Dziękuję. - odparłam uśmiechając się do niego.
Siedzieliśmy tak aż do kolacji. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się z przeszłości. Naglę, do Domu Anubisa przyszedł dyrektor Sweet. Poszedł do pokoju Victora, po czym razem udali się do holu.
- Za dokładnie pięć minut widzę wszystkich domowników w salonie. Słyszeliście? Macie pięć minut! - krzyknął Victor.
Nie wiedziałam co się dzieje. Siedziałam z Jerom'em i prosiłam Boga o pomoc. Myślałam, że chodzi o sprawę z dzisiejszego poranka. Myliłam się.

- Słuchajcie, dzieci. - powiedział jak zwykle spokojnym tonem Eric. - Za parę dni, może nawet jutro do naszej szkoły dołączy nowy uczeń. Będzie on mieszkał w Domu Anubisa. Nie mamy jeszcze wszystkich informacji o nim, ale wiemy, że będzie to chłopiec. Więc w związku z tym musimy znaleźć mu pokój. Pomyślałem, że zamieszka z Fabianem i Eddiem. - zakończył, po czym wstał i wyszedł.
Zaskoczeni Eddie i Fabian patrzyli teraz na siebie. Nie wiedzieli co zrobić. Nie mogli się sprzeciwić dyrektorowi. Wtedy Victor miałby nas na wyciągnięcie ręki. Wiedziałby, że coś kombinujemy. Nie mogliśmy wydać naszych planów. Wszystko zaczęło się komplikować.
Po kolacji wszyscy udali się do swoich pokoi. Zostałam tylko ja i Jerome. Spojrzałam w jego piękne, niebieskie oczy, po czym przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował.
Następnie wyszeptał 'Kocham Cię' i mocno mnie do siebie przytulił.
Nie odezwałam się do niego. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, wiec po prostu się pożegnałam i udałam spać.



Przepraszam, że tak długo nie dodawałam nowego rozdziału, ale wiecie sa wakacje i nie mam czasu wchodzić na kompa. Teraz przez około 2 tygodnie nic nowego nie będzie, ponieważ wyjeżdżam i będę odcięta od internetu. Pozdrawiam :* <3 

piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 2.: Czas na Spotkania.

Po całej akcji z Jeromem udałam się do swojego pokoju. Rozmyślając o nim, rozpakowywałam swoją walizkę. Nie musiałam dużo zabierać ze sobą, gdyż większość rzeczy miałam już tutaj. Zmęczona wszystkim, co się dzisiaj wydarzyło położyłam się na swoje łóżko.
W pokoju było bardzo cicho... Patricia była z Eddiem na randce, a Willow pomagała Trudy w kuchni.
Leżałam tak dość długo, kiedy nagle do pokoju wpadli Fabian i Nina.
- Byliśmy na randce! - wrzasnął Fabian, a Nina spojrzała się na niego jak na debila.
- To fajnie, że byliście ale chyba nie musisz mi o tym mówić. To jest oczywiste, że pary chodzą na randki. - odpowiedziałam.
- Czekaj, jeszcze nie skończył. Prawda Fabian? - Nina znów spojrzała na niego, jakby było z nim coś nie tak.
- Tak. Mieliśmy iść do biblioteki Frobishera, gdy nagle zobaczyliśmy Victora!
- Zabrał Cię na randkę do biblioteki? - zapytałam Niny.
- Yyy... Tak. To u niego normalne. - odpowiedziała.
- No co? Myślałem, że będzie fajnie.
- Proszę Cię. Trochę romantyzmu, Fabian. Zabrałbyś Ninę na romantyczną kolację przy świecach, ale po co! Lepiej weź ją do biblioteki. Porozmawiacie tam o książkach i przy okazji o Victorze! - powiedziałam zdenerwowana.
- Dobra, już dobra. Następnym razem przyjdę do Ciebie po radę. Ale teraz wróćmy do tego co jest ważne.
- Dobrze. Mam nadzieję, że przyjdziesz. Bo jak tak dalej będzie to nie wierzę w przyszłość waszego związku.
- Okey. Mogę już? - zapytał nie czekając na odpowiedź. - Więc tak. Widzieliśmy tam Victora, ale nie był on sam...
- Był z jakąś kobietą. - dopowiedziała Nina. - I najwidoczniej bał się, że ktoś go z nią zobaczy, bo strasznie się rozglądał.
- I co? Wiecie coś o niej? - zapytałam zaciekawiona.
- Nie. Niestety nie chcieliśmy podchodzić. To było zbyt ryzykowne. Jeszcze by nas zobaczył. - powiedział Fabian.
- Musimy tam pójść. I to jeszcze dzisiaj. Nawet zaraz. - dodała Nina.
- Ale ja teraz nie mogę. Jestem umówiona z Jeromem. - westchnęłam.
- Fabian, mam prośbę. Wyjdź. - powiedziała Nina wypychając go z pokoju.
- Ale...
- My musimy porozmawiać. Ty się do tego nie nadajesz. Już pokazałeś dzisiaj jaki jesteś delikatny i romantyczny. - dodała zamykając drzwi.

- A więc. Masz się spotkać z Jeromem. Myślałam, że będziesz zadowolona, ale widzę smutek na twojej twarzy. Co się dzieje?
- No wiesz. On liczy na to, że będziemy razem. Ale dla mnie to nie ma sensu. Wszystko się zmieniło, ale nie on. Jerome zawsze pakuje się w kłopoty i do tego nie szanuje niczyich uczuć. A ja nie chcę później cierpieć przez niego. - wypowiadane słowa przynosiły mi wielki ból.
- W sumie masz rację, ale możesz dać mu szansę. Może się zmienił. Nie wiesz tego. Jeżeli teraz nie spróbujesz, to później możesz nie mieć tej szansy. - powiedziała Nina przytulając mnie.
- Okey. Spróbuję. Spotkam się z nim i porozmawiam. Jeżeli będzie chciał, to zgodzę się być jego dziewczyną. Ale dla mnie to będzie tylko próba, która będzie wiązała się z różnymi wyzwaniami. Poproszę Trixie, żeby mi pomogła. Wymyślimy mu zadania. Tylko ani słówka nikomu okey?
- Nie powiem nikomu. - powiedziała z uśmiechem na twarzy. - Zostawię Cię już samą. Pewnie musisz się jeszcze na to przygotować. - dodała podnosząc się z mojego łóżka.
Uśmiechnęłam się tylko do niej, po czym wyszła.
Nie wiedziałam co mam dalej robić. Zbliżała się 16, a ja byłam w totalnej rozsypce. Została mi ponad godzina na przyszykowanie się.
Podniosłam się z łóżka i zaczęłam przeglądać szafę.Tak ubrana udałam się do holu.
Jerome już na mnie czekał. W ręku trzymał czerwoną różę, którą wręczył mi kiedy stałam na przeciw niego. Delikatnie uśmiechając się, przyjęłam prezent i podziękowałam.
Jerome złapał mnie za rękę i zaczął gdzieś prowadzić.
Po długim spacerze znaleźliśmy się w środku lasu, na polanie. Gdy zobaczyłam co dla mnie przygotował, byłam strasznie zdziwiona, jednak nie chciałam okazywać uczuć.
Zorganizował piknik. Koc i koszyk z jedzeniem były już na miejscu.
- Może usiądźmy? - zapytał podając mi rękę.
- Dobrze. - odpowiedziałam obojętnie.
W oczach Jeroma widziałam smutek. Był skołowany tym, że nie zrobił na mnie wrażenia. Jednak tak na prawdę strasznie mnie zaskoczył. To co dla mnie zrobił, było słodkie, ale nie mogłam tak po prostu mu ulec.
Powoli wyciągał przygotowane jedzenie, cały czas uśmiechając się do mnie. Kiedy skończył, przeszedł do rozmowy.
- Słuchaj. Jesteśmy tu dla tego, że chcę Ci udowodnić, że się zmieniłem.
- Przecież wiem.
- Dla czego jesteś dla mnie taka okrutna? - zapytał nie czekając na moją odpowiedź. - Przecież się staram! Robię wszystko, żebyśmy mogli być razem. A ty? Ty jesteś obojętna. Widocznie już z góry założyłaś sobie, że się nie zmienię.
- Nie, Jerome. To wszystko robi na mnie wielkie wrażenie, ale mam dzisiaj jeszcze jedno ważne spotkanie. Więc nie mam zbyt dużo czasu. Mógłbyś przejść do puenty naszego spotkania? Po co mnie tu zaprowadziłeś? Jaki masz cel w tym byśmy byli razem?
- Drugie spotkanie? To dla tego nie chcesz ze mną być! Masz innego!
- Na pewno! Nawet trójkę! Amber, Ninę i Patricię! Odpowiesz w końcu na moje pytania i pozwolisz mi iść do domu?
- Aha... Przepraszam, uniosłem się. Dobrze, więc jesteśmy tu dla tego, że jest to jedyne romantyczne miejsce w okolicy. Chcę być z tobą, bo nie mogę przestać o tobie myśleć. Joy... Kocham Cię. - powiedział zbliżając się do mnie.
- Ale... To nie ma sensu. Musisz się zmienić. - odpowiedziałam oddalając się od niego.
- Przecież się zmieniłem. Proszę, zostań moją dziewczyną.
- No... Dobrze. Ale teraz muszę już iść. - powiedziałam szybko wstając.
Pomachałam mu na pożegnanie i biegiem udałam się do Domu Anubisa, zostawiając go samego.

Byłam już w domu, gdy na zegarze miałam godzinę 20. W holu nie było jeszcze nikogo, ale po słyszanych krokach, wiedziałam, że SIBUNA nadchodzi.
Po chwili staliśmy już wszyscy i obmyślaliśmy nasz nowy plan, gdy nagle do domu wbiegł zmachany Victor.
- Co to za zebranie w holu? Co? Do pokoi! - wykrzyczał swoim przerażającym głosem.
- Panie Victorze. Nie minęła jeszcze godzina policyjna. - powiedziała Patricia.
- Do pokoi trutnie! Już!
Bez słowa udaliśmy się do swoich pokoi. No, prawie swoich.
Patricia, Nina, Amber i ja udałyśmy się do pokoju mojego i Trixie. A chłopaki do pokoju Eddiego i Fabiana.
Teraz miałyśmy szansę porozmawiać na temat mojej "randki" z Jeromem.
- I jak spotkanie? - zapytała Nina.
- Jakie spotkanie? Znowu nic mi się nie mówi! - powiedziała oburzona Amber.
- Joy i Jeroma. - wyjaśniła Patricia.
- To ty wiesz? - zapytałam.
- Tak. Jerome powiedział Eddiemu. Zapytał o jakieś romantyczne miejsce.
- Wiedziałam, że sam by na to nie wpadł. Ale mniejsza z tym. Byliśmy w środku lasu na polanie. Zgodziłam się z nim być. Ale to tylko próba. Jeden błąd i koniec.
- A on o tym wie? - zapytała nadal zła Amber.
- Nie. I nie będzie wiedział. Tylko wtedy będę miała pewność, że się zmienił. - powiedziałam.
"Wybiła 10. Macie dokładnie pięć minut, a potem chcę usłyszeć jak upada ta szpilka"
- Victor. Chodźmy do naszego pokoju. Jutro zrobimy zebranie. Dzisiaj jest zbyt niebezpiecznie. Lepiej nie narażajmy się mu. - powiedziała Nina łapiąc Amber za rękę.
- Do jutra. - dodała Amber, zamykając za sobą drzwi.
Trixie i ja powiadomiłyśmy chłopaków o zmianach, po czym położyłyśmy się spać.
Długo nie mogłam zasnąć, zastanawiając się, czy dobrze robię wystawiając Jeroma na próbę. Jednak po chwili stwierdziłam, że zasłużył sobie na to.
Kiedy myśli przestały mnie już dręczyć, zasnęłam.

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 1.: Powrót do Domu.

Na ten dzień czekałam bardzo długo. Aż dziwne jest to, że wakacje mnie tak znudziły. Pragnęłam wrócić do Domu Anubisa. Tam wszystko było inne, takie tajemnicze. W końcu będę mogła zobaczyć swoich przyjaciół! Nie mogę się już doczekać. Od spotkania z nimi dzieli mnie tylko kilka godzin. Muszę się dobrze na to przygotować.
Po kilkugodzinnej podróży, stałam przed drzwiami naszego domu. Nie wiedziałam co mam robić. Czy wejść do środka, czy rozejrzeć się za przyjaciółmi. Po chwili stwierdziłam, że miło byłoby zrobić im niespodziankę.
Weszłam więc do środka. Powoli zamknęłam drzwi. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam otwartą piwnicę. Strasznie mnie to zdziwiło, gdyż Victor nigdy by do tego nie dopuścił. Te drzwi zawsze były zamknięte.
Nikogo jeszcze nie było. Nawet Trudy. Jednak z pokoju Victora dochodziły odgłosy kłótni. Postawiłam swoją walizkę przy schodach i po cichu udałam się na piętro. Przez szybę zauważyłam Rodenmaar'a wraz z obcym mężczyzną. Nie wiem kto to był, gdyż miał na głowie założony kaptur, ale z postawy dokładnie wynikało, że jest to mężczyzna. Miał na sobie ciemną bluzę z kapturem i czarne dżinsy. Wiem jedynie jak ma na imię - Jake.
Victor był przerażony a zarazem zły. Jedyne co usłyszałam to:
- Nie mogą się teraz o tym dowiedzieć Jake! - wykrzyczał w złości Victor.
- Musisz im powiedzieć! I to już dziś! To jest dla nas jedyna szansa! Nie możemy jej zmarnować! Resztą będziemy przejmować się później. To nie czas na głupoty. Mam nadzieję, że coś z tym zrobisz. Jeżeli nie to...
- To...? - uniósł się Rodenmaar.
- To wszyscy tego pożałują, a w szczególności Ona!
- Nic nie zrobisz! Nie poradzisz sobie bez naszego stowarzyszenia. I nie pozwolę Ci jej skrzywdzić! Możesz grozić każdemu, ale nie jej!
Nagle, poczułam jak mój telefon osuwa się z mojej kieszeni, po czym z hukiem spadł na dół. Zmrużyłam oczy i czekałam na cud.
- Kto tam jest? - zapytał swoim donośnym głosem Victor. - Lepiej się pokaż, a unikniesz srogiej kary. - dodał po chwili.
Przerażona i zdenerwowana powoli zaczęłam schodzić po schodach, tak aby nikt mnie nie zobaczył. Moje ręce drżały. Z góry słyszałam tylko wołanie Victora "Pokaż się!".
Gdy byłam już na dole, zauważyłam jak Rodenmaar wstaje i rusza w stronę schodów. Szybko zabrałam telefon i walizkę, po czym udałam się do salonu. Tam schowałam się za sofą.
Teraz słyszałam tylko kroki i szepty. Nagle drzwi do kuchni otworzyły się. Zobaczyłam przemykających, Victora i Jake'a.
Po pięciu minutach zobaczyłam Trudy i Victora. Nie zastanawiając się długo, radośnie wyskoczyłam zza sofy. Po czym pobiegłam przywitać się z Trudy.
- Cześć gwiazdko! Kiedy przyjechałaś? - zapytała zdziwiona.
- Hej Trudy. Przed chwilką. - odpowiedziałam z widocznym zakłopotaniem.
Trudy zdążyła tylko spojrzeć na mnie, kiedy nagle do Domu wbiegli uśmiechnięci Alfie, Amber, Nina, Fabian, Patricia i Eddie. Teraz już wszyscy byliśmy w komplecie.
Po kilku minutach wpadła reszta. Dzięki nim miałam nareszcie okazję zaproponować zwołanie zebrania.
- Mamy chwilkę - powiedziałam - Musimy dzisiaj zwołać zebranie. Mam wam coś ważnego do powiedzenia. Ale teraz nie zdążę. - dodałam.
- Masz rację. Po za tym dawno się nie widzieliśmy. Musimy wszystko obgadać. - powiedziała Nina.
- Dokładnie... - dodała reszta.
- A więc. Dziś wieczorem spotykamy się na holu. Punkt 20 widzę was wszystkich. Tylko się nie spóźnijcie. Pamiętajcie też, że o 22 Victor sprawdza, czy jesteśmy w łóżkach. - oznajmiła Nina.
Całą rozmowę przerwał nam Jerome.
- Znów narada kujonów? - zapytał ironicznie. - Nie wiem tylko czego szuka tu Alfie i Trixie.
- Ohh... Jerome... Skończ już... - powiedziałam.
- Taa ciesz się, że nie jemy śniadania. - oznajmiła Patricia.
- Okey... Chodźmy lepiej do pokojów, bo robi się niebezpiecznie. - dodał Eddie, łapiąc Patricie za rękę.
- Tak to chyba będzie najlepszy pomysł. Chodźmy Amber.
- Już idę Nina.
I tak każdy udał się do swoich pokoi. Trudy zajęła się obiadem, a Victor zeszedł do piwnicy. Zostałam tylko ja i Jerome w salonie. Całkiem sami.
- Joy... Wiesz... Całkiem niedawno uświadomiłem sobie, że jesteś dla mnie bardzo ważna. I to co było pomiędzy nami... Jest do końca prawdziwe. Nie chciałbym tego zmarnować... - powiedział, unikając mojego wzroku.
- Jerome... Masz rację... To było. I już chyba nigdy nie wróci.
- Ale Joy! Daj mi szansę! Zmieniłem się, naprawdę...
- Nie wiem...
- To chociaż spotkaj się ze mną dzisiaj o 17 w holu.
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Chciałam już wychodzić, kiedy nagle Jerome złapał mnie za rękę i mocno do siebie przytulił. Po czym szepnął mi do ucha "Brakowało mi Ciebie".

wtorek, 9 lipca 2013

Prolog




Wszystko zaczęło się 3 lata temu. To był szary, pochmurny dzień, kiedy dowiedziałam się, że moi rodzice wysyłają mnie do szkoły z internatem. Byłam oburzona i wściekła. Miałam już wybraną szkołę, do której uczęszczaliby moi przyjaciele i która była tu, na miejscu w Hongkongu. A tym czasem musiałam spakować swoje rzeczy i wyjechać do Liverpoolu. Do jakiegoś głupiego internatu, który nazywał się Dom Anubisa, przynajmniej tak powiedział mi mój tata. Szukałam go w Internecie, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Dosłownie tak jakby nie istniał.
Nie mogłam sprzeciwić się rodzicom, więc pożegnałam się z przyjaciółmi, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wsiadłam do samochodu. Piętnaście minut później byłam już na lotnisku. Od wyjazdu dzieliło mnie tylko pożegnanie z rodzicami, którym najwidoczniej było to na rękę. Ze łzami spływającymi po moich policzkach, wsiadłam do samolotu.
Na miejscu czekała już na mnie taksówka. Kierowca był bardzo uprzejmy i miły. Pomógł mi włożyć walizki do bagażnika, poczym zaprosił mnie do samochodu.
Całą drogę obserwowałam wszystko co działo się za szybą. Nadal czułam przygnębienie i strach.
Najpierw jechaliśmy przez jakieś miasteczko, przyznam, że było troszeczkę opustoszałe. Następnie taksówkarz skręcił w dookoła zarośniętą, polną drogę.
 Po półgodzinnej przejażdżce samochodowej, taksówka zatrzymała się przed wielkim, o dziwnym kształcie budynkiem. Był to Dom Anubisa. Zabrałam swoje bagaże i udałam się do drzwi. Otworzyłam je powoli, rozglądając się. Teraz czułam jeszcze większe przerażenie.
Weszłam do środka. W holu stała uśmiechnięta pani. Wydawała się bardzo sympatyczna. Obok niej znajdował się przerażający i dziwny koleś. Spoglądał na mnie swoimi strasznymi oczami, poczym zapytał mnie jak się nazywam. Grzecznie odpowiedziałam ‘Joy Mercer’. Następnie oni się przedstawili. Byli to Trudis Rehman i Victor Rodenmaar. Wskazali mi salon, do którego musiałam się udać.
Gdy weszłam do niego zobaczyłam kilka osób. Byli to Patricia Williamson, Fabian Rutter, Amber Millington, Mara Jaffray, Jerome Clark i Alfie Louis. Wszyscy czekali tylko na mnie, żeby móc wysłuchać Victora.
Opowiedział nam on trochę o historii domu i podał regulamin. Między innymi: Zakaz wchodzenia do piwnicy i na strych, światła gasimy o 22, zakaz wychodzenia z domu bez wiedzy Trudy i wiele innych.
W ciągu trzech lat wiele się tu wydarzyło. Kilku uczniów odeszło, a kilku przyszło. Pożegnaliśmy się z Marą, gdyż dostała świetną propozycję nauki w innej, prestiżowej szkole. Natomiast na jej miejsce przywitaliśmy trójkę nowych: Ninę Martin, Willow Jenks i Eddiego Millera.
Wraz z Niną, Amber, Patricią, Eddim, Fabianem i  Alfim stworzyliśmy klub o nazwie SIBUNA. Ma on na celu ochronę świata przed złem i tajnym stowarzyszeniem Victora i ojca Eddiego – Ericka Sweeta.