My Playlist †

wtorek, 13 maja 2014

Rozdział 4.: Nazywam sie Mick Smith.

Ten dzień zapowiadał się bardzo ciekawie.
Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez odsłonięte okno.
Rozglądając się po pokoju, zauważyłam, że Trixie i Willow jeszcze śpią. Więc postanowiłam się powoli ogarnąć, po czym udałam się na śniadanie.
W salonie aż huczało od rozmów. Wszyscy byli zaskoczeni wiadomością o nowym uczniu. Zastanawiali się dla czego nie wiadomo kiedy on przyjedzie. Przecież dyrektor powinien to wiedzieć.
Po śniadaniu udałam się wraz z Jeromem do szkoły.
- Jak Ci się spało? - zapytał. Najwidoczniej chciał przerwać ciszę.
- Dobrze. A tobie?
- Też... - odpowiedział. Długo się zastanawiał o co jeszcze może zapytać, po czym powiedział. - Może udamy się dzisiaj na jakąś randkę?
- No okay. Tylko tym razem nie pytaj się Eddiego ani nikogo innego co masz zrobić. Sam wpadnij na coś romantycznego.
- Okay. Ale skąd wiesz, że się go pytałem?
- Zgadnij. Przecież on chodzi z Trixie i mówi jej wszystko. A Patricia to moja przyjaciółka. - odpowiedziałam, spoglądając na niego ukradkiem. Byłam ciekawa jego wyrazu twarzy.
Był zaskoczony. Złapał się za głowę i poruszył wargami nie wydając żadnego dźwięku. Nawet nie musiał. Zauważyłam, że "mówił" : 'Ale ze mnie idiota'. To było nawet słodkie. Spoglądałam jeszcze przez chwilę na niego, po czym szybko opuściłam głowę w dół, gdyż w tym samym momencie zorientowałam się, że Jerome zerka na mnie.
- Więc jesteśmy umówieni? - zapytał nadal patrząc na mnie.
- Yyy... Tak. - odpowiedziałam. Wymusiłam lekki uśmiech, starając się, żeby wyglądał naturalnie. Miałam nadzieję, że nie zauważy, że udawałam.
- Okay. To widzimy się dzisiaj po lekcjach. - dodał, po czym udał się do Alfiego.

Chwilę później byłam już z Niną i Amber. Patricia była z Eddiem u Sweeta. Ustalali godzinę ich spotkania, gdyż Sweet i jego syn zaprosili Trixie na kolację.
Teraz we trzy zaczęłyśmy obmyślać plan na kolejne dni.
- Co robimy w związku z wiecie kim? - zapytała Amber.
- Jeżeli chodzi o tą Anabel, to chyba musimy jej odpuścić. Ona jest zastraszana. Jeżeli udamy się do biblioteki i ją wystraszymy, to powie o tym Victorowi. A wiecie dobrze co wtedy z nami będzie. - powiedziałam.
- Masz rację Joy. A co robimy z Jakiem i Zaklętym? W ogóle kto to jest ten Zaklęty?
- Nie mam pojęcia, Nina. Ale musimy się tego dowiedzieć i to jak najszybciej. Jake'a też zostawmy na razie w spokoju. Wydaje mi się, że to samo się powoli rozwiąże. Musimy się tylko dowiedzieć czego szukał u Victora i dla czego go zastrasza.
- O niee... Czyli to oznacza, że musimy się udać do gabinetu Victora. - powiedziała lekko załamana Amber.
- Niestety tak. Nie mamy innego wyjścia. Najlepiej zrobić to jak najszybciej.
- Czyli dzisiaj... - dodała Nina. - Ale ktoś będzie musiał zająć Victora. Bo inaczej się tam nie dostaniemy. W dodatku do jego pokoju powinny iść najwyżej dwie osoby.
- Może Amber z Alfiem zajmą Victora, w czasie gdy ty, Nino wraz z Fabianem udacie się na górę do pokoju Rodenmaara? - zaproponowałam.
- Okay. Udam, że zemdlałam. A ty, Joy? Gdzie w tedy będziesz? - zapytała Amber.
- No ja w tym czasie będę z Jeromem na randce. Sorry. Nie mogę jej odwołać. Potem powie, że robię to specjalnie. Przepraszam ale tym razem będziecie musieli poradzić sobie sami. Wiem, że dacie radę. Zawsze dajcie. - powiedziałam, uśmiechając się ciepło do dziewczyn.
- No okay. Damy radę. - powiedziały jednocześnie.
I w tej samej chwili zadzwonił dzwonek na lekcję.
W środku lekcji przyszedł do nas Sweet, po czym oznajmił.
- Niedługo odbędzie się zabawa z okazji zbliżającego się święta. Potrzebuję ochotników do pomocy w przygotowaniach. Pomyślałem, że Eddie Miller i Jerome Clark zajmą się odpowiednią muzyką. Amber Millington wybierze stroje. Nina Martin i Joy Mercer pomogą Trudy w kuchni. A cała reszta będzie urządzać salę, konsultując się, oczywiście, z Amber Millington, gdyż grono pedagogiczne pragnie aby stroje pasowały do wystroju. Liderem w ostatniej grupie będzie Fabian Rutter. Bez jego wiedzy i zgody, a także mojej, nie możecie podjąć żadnych działań. Proszę porządnie przygotować się do swoich zadań. Jest to bardzo ważne dla naszej szkoły. Od tego zależy nasza reputacja! Wszelkie pytania dotyczące całego przedsięwzięcia możecie zadać mi po lekcjach.
Uczniowie byli zszokowani. Niedawno dowiedzieli się o nowym uczniu, a teraz jeszcze okazało się, że odbędzie się impreza z okazji jakiegoś święta, o którym nic nam nie wiadomo. To wszystko stawało się co raz dziwniejsze. Victor i Sweet chcieli po prostu zająć nas czymś w czasie, gdy będą zajmować się sprawą Jake'a i Zaklętego. To wszystko zaczynało powoli do siebie pasować. 

 Po lekcjach udałam się prosto do Domu Anubisa, gdzie zaczęto przemeblowanie w pokoju Fabian'a i Eddie'go. Wnosili nowe łóżko i jakieś meble.
W holu panował straszny zamęt. Wszyscy czegoś szukali, albo patrzyli z zaciekawieniem na całą sytuację.
Niektórzy plotkowali na temat nowego ucznia, który miał właśnie dzisiaj do nas przyjechać. Cała ta sprawa była dziwnie zakręcona. Skołowana stałam w drzwiach do salonu, obserwując, gdy nagle poczułam, jak ktoś dotyka mojego ramienia. Zlękłam się i natychmiast odwróciłam.
- Wystraszyłem? - zapytał, śmiejąc się Jerome.
- Tak, nawet bardzo mnie przestraszyłeś. - odpowiedziałam mu z uśmiechem. Tym razem nie byłam w stanie udawać. Coś mi na to nie pozwoliło.
- To jak z tą naszą randką? Idziemy gdzieś? Teraz nikt nie zauważy. Wszyscy są zajęci przygotowaniami do przyjęcia tego nowego ucznia.
- Możemy iść. A ty nie chcesz go zobaczyć?
- Po co mam czekać na jakiegoś kolejnego kolesia, który na początku będzie udawał, jaki to on nie jest fajny tylko po to by później okazało się, że jest zwykłym kujonem? Z resztą będę go oglądał do końca roku codziennie więc daruję sobie te "spotkanie". Myślałem, że ty też chcesz się stąd wyrwać.
- Tak, chcę.
- Więc chodźmy. - powiedział, podając mi rękę.
Tylko spojrzałam w jego niebieskie oczy i nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu. Podałam mu rękę i wymknęliśmy się z domu.
Tym razem, Jerome zabrał mnie do kina i restauracji w mieście. Film, na który się wybraliśmy był dramatem, ale z happy endem. Po części romantyczny, w wielu scenach wzruszający, doprowadzający do łez. Bardzo mi się spodobał.
W restauracji było bardzo sympatycznie. Dużo rozmawialiśmy, śmialiśmy się i flirtowaliśmy. Czułam się swobodnie, tak jak nigdy w obecności Jerome'a. To było zaskakujące, a wręcz dziwne. Tak jakby to nie był Jerome. Jakbym była na randce z kimś innym. Jednak gdy na zewnątrz zrobiło się już ciemno, a w lokalu zostało tylko kilka osób, stary Jerome wrócił. Udowodnił mi to. Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie, po czym silnie pocałował. Po tych ruchach, zrozumiałam, że pewność siebie wróciła do Jerome'a z podwójną siłą. Nie byłam pewna, czy jest to dobry znak. Ale bez zawahania się pozwoliłam mu na pocałunek. Siedzieliśmy jeszcze przez kilka minut, gdy nagle telefon Jerome'a zaczął dzwonić.
- Nie odbierzesz? - zapytałam.
- Nie. To nic ważnego. Później oddzwonię.
- Skąd możesz wiedzieć, że to nic ważnego?
- Jestem pewny. To Poppy. Poczeka.
- Okay. Wiesz, Jerome jest już dość późno. Jeżeli Rodenmaar dowie się, że nas jeszcze nie ma, to...
- Masz rację. Musimy się już zbierać. - dodał, po czym zawołał kelnera i zapłacił rachunek.
Gdy byliśmy już przed Domem Anubisa, Jerome postanowił, że zadzwoni do Poppy, a mi kazał nie czekać na siebie.
Udałam się więc do środka. W holu był już spokój. Zadziwiające było to, że nikogo nie było ani w salonie, ani w kuchni. Jednak po chwili usłyszałam kroki dobiegające z holu. Nie zdążyłam nic zrobić, gdy nagle zauważyłam nowego ucznia przed sobą. Był to wysoki brunet o dużych, ciemnych oczach. Spoglądał na mnie przez chwilę.
- A my się chyba jeszcze nie znamy, prawda? - zapytał. - To nic. Nazywam się Mick Smith. A ty, piękna istoto, jak się nazywasz?
- To jest Joy Mercer, a ja jestem jej chłopakiem i nazywam się Jerome Clark. Zapamiętaj sobie te nazwisko. Na pewno ci się przyda. - powiedział Jerome, który pojawił się za moimi plecami znikąd.
- Na pewno zapamiętam. Nie widziałem jeszcze tak pięknej, młodej kobiety. Ciężko byłoby mi cię zapomnieć. - dodał, całując moją dłoń.
- Bardzo dziękuję, Mick. - powiedziałam z lekkim rumieńcem. - Miło mi cię poznać, ale muszę już iść do swojego pokoju.
Spojrzałam jeszcze tylko na Jerome'a, dając mu do zrozumienia, że ma nie robić nic głupiego i udałam się do swojego pokoju.
Trixie jeszcze nie było, a Willow czytała jakąś książkę.
Byłam bardzo zmęczona. Położyłam się do swojego łóżka. Dotknęłam policzkiem poduszki, po czym zasnęłam.




 Przepraszam, że zrobiłam sobie aż tak długą przerwę. Nie wiem dla czego to zrobiłam, ale dzisiaj postanowiłam wrócić. Nie wiem na jak długo, jednak mam nadzieję, że teraz będę miała więcej czasu na pisanie. Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam ;* <3
Love Ya Guys xxxx

3 komentarze: