My Playlist †

sobota, 10 sierpnia 2013

Rozdział 3.: Wszystko jest nie tak.

Gdy obudziłam się, dziewczyn już dawno nie było ze mną. Przez chwilę myślałam, że zaspałam pierwszego dnia szkoły! Jednak moje wątpliwości rozwiały się wraz z wtargnięciem Patrici do pokoju.Ona także była jeszcze w pidżamie.
- W końcu się obudziłaś. - powiedziała - Willow jest tak optymistyczna, że mam już jej serdecznie dosyć! - dodała po chwili.
- Patricio, przestań. Przyda nam się trochę optymizmu w życiu.
- Hej Joy! - wykrzyczała wbiegająca do pokoju Willow. - Jak Ci się spało? - zapytała.
- Hej Willow. Dziękuję, że pytasz. Bardzo dobrze.
- To ja może zostawię was same i pójdę się ogarnąć. - powiedziała Williamson.
Uśmiechnęłam się tylko, po czym wstałam z łóżka. Podeszłam do swojej szafy, kiedy nagle Willow rzuciła się na mnie, żeby mnie przytulić.
- Oooo... Uwielbiam się przytulać! - powiedziała nadal mnie ściskając.
- Willow. Masz z nami pokój, ale nie będę traktowała takiego zachowania. Skoro tak bardzo lubisz się przytulać, to znajdź sobie osobę, która też to lubi. I przypomnę Ci, że ja nie na widzę się przytulać. Zrozumiałaś?
- Tak... - powiedziała z widocznym smutkiem na twarzy. - Już więcej nie będę.
Nie mówiąc już ani słowa, udałam się do łazienki, z której właśnie wychodziła Trixie.
- Ooo... Po tej skwaszonej minie sądzę, że masz już tak samo dosyć Willow jak i ja.
- Miałaś rację. Ciężko jest z nią wytrzymać. - odpowiedziałam wchodząc do łazienki.
- A nie mówiłam.
Gdy się ogarnęłam, udałam się na śniadanie. Po drodze spotkałam Amber i Ninę.
- Hej Joy. - powiedziała Nina, po czym dodała - Wczoraj w nocy, Victor gdzieś wychodził. Był z nim ktoś jeszcze. Ale to nie była ta kobieta.
Chwilę zastanawiałam się nad odpowiedzią. Nie wiedziałam czy mam mówić Ninie i Amber o Jake'u, czy poczekać na resztę ekipy.
- Słuchajcie. Z Victorem był Jake. - powiedziałam, po czym na minutę zapadła cisza.
- Skąd wiesz? - zapytała Amber.
- O tym właśnie miałam wam powiedzieć. On był u Victora przed waszym przyjazdem. Ja byłam szybciej. Nikogo jeszcze nie było w Domu Anubisa. Nawet Trudy. Victor rozmawiał z nim. - miałam właśnie powiedzieć im resztę, kiedy nagle zobaczyłam Rodenmaara przed sobą.
- Panno Mercer, czy chcesz mi coś powiedzieć? - zapytał spoglądając na mnie ze wściekłością.
- Ma Pan fajne buty? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- Czego tu szukacie! Na śniadanie, już! - wykrzyczał do Niny i Amber.- A Pani uda się ze mną do dyrektora Sweeta.
- Ale dla czego? - zapytałam ze strachem.
- Ty już dobrze wiesz dla czego. - powiedział przymrużając jedno oko i wskazując palcem na mnie.
Złapał mnie powyżej łokcia i zaczął prowadzić po schodach, tak jakbym była przestępcą.
Całą sytuację zobaczyła Trudy. Natychmiast się za mną wstawiła.
- Victorze, gdzie prowadzisz moją gwiazdkę tak bez śniadania? - zapytała.
- Do dyrektora! - warknął Rodenmaar.
- Ale ona musi zjeść śniadanie. Nie może iść głodna do szkoły. - powiedziała Trudy.
Teraz w holu byli wszyscy domownicy.
Jerome patrzył na całą sytuację z przerażeniem.
- Dobra! - wrzasnął puszczając moją rękę. - Ale od razu po śniadaniu widzę ją u dyrektora! Ja też tam będę! Rozejść się, no już! - dodał.
Przerażona Trudy zabrała mnie do salonu, gdzie zjadłam śniadanie, po czym szybko udałam się do Sweeta.
Delikatnie zapukałam w drzwi, które szybkim ruchem otworzył Victor. Wciągnął mnie do środka. Teraz byłam już tylko ja, Victor i Erick.

- Co się stało Victorze? - zapytał ze spokojem w głosie dyrektor.
- Ta uczennica wie o naszej tajemnicy i rozgaduje ją innym uczniom! - uniósł się Rodenmaar.
- Ale dla czego tak sądzisz?
- Bo słyszałem jak mówiła o Jake'u Amber Milington i Ninie Martin! - wrzasnął.
- Victorze, proszę. Nie krzycz w moim gabinecie! - uniósł się Sweet, po czym dodał. - Panno Mercer, czy wiesz coś o niejakim Jake'u? - zapytał powoli się uspokajając.
Zastanawiałam się przez chwilę co powiedzieć. Nie mogłam wyznać, że słyszałam całą rozmowę Victora. Po chwili powiedziałam:
- Nie wiem o kim mówi Pan Victor. W każdym razie rozmawiałam z Niną i Amber o Jake'u, ale mówiłam o moim koledze. Zbieżność imion. Czasami tak się zdarza. - wybrnęłam.
- Kłamiesz! - warknął Rodenmaar.
- Vicotrze! Nie osądzaj Joy! - powiedział Sweet. - Mercer, wracaj na lekcję, a ty Victorze wypij sobie melisę na uspokojenie, skoro nie możesz poradzić sobie ze swoimi problemami! - dodał Sweet.
Wyszłam z gabinetu wraz z Rodenmaarem.
- Nie ujdzie Ci to na sucho, Mercer. - powiedział Victor - Erica możesz okłamywać, ale mnie nie oszukasz! Będę miał Cię na oku! - dodał, po czym udał się w stronę wyjścia.
Trochę skołowana i przerażona, wróciłam na lekcję.

Na przerwie ekipa Sibuny zebrała się w auli, gdzie opowiedziałam im o wczorajszej sytuacji i dzisiejszej rozmowie. Postanowiliśmy działać. Trzeba dowiedzieć się czegoś o koleżance Victora i o słynnym Jake'u. W tej sytuacji postanowiliśmy udać się wszyscy do Biblioteki Forobishera tuż po lekcjach.
Kiedy dotarliśmy do umówionego miejsca, rozglądając się weszliśmy do środka.
Nic się tam nie zmieniło, oprócz tego, że połowa książek leżała na ziemi. Wyglądało to tak, jakby ktoś czegoś szukał. Po chwili usłyszeliśmy szepty i zbliżające się kroki. Długo nie myśląc schowaliśmy się za regałami.
Do biblioteki przyszedł Victor i jego koleżanka.
- Tu jesteśmy bezpieczni. Zamieszkaj tu! Nie będę się wtedy tak o Ciebie martwił, Anabel.
- Victorze, ale tu nie ma żadnej kuchni, sypialni... Dla czego nie mogę wrócić do Domu Anubisa?
- To jest zbyt ryzykowne, uwierz mi. Te trutnie coś podejrzewają! A one są bardzo sprytne. Poza tym Jake nachodzi mnie tam. Ciągle pospiesza, ale ja nic nie poradzę na to, że nie mam żadnych wiadomości od Zaklętego. Muszę czekać na jego ruch. Nie mogę nic zrobić. A ty musisz na siebie uważać. Jake zagroził, że Cię skrzywdzi! Nie mogę do tego dopuścić! Jesteś moją drugą miłością, zaraz po Sarze...
- No dobrze... Rozumiem. Ale będziesz musiał dostarczać mi jedzenie i przynieść mi tu jakieś łóżko.
- Wszystko załatwię. Jutro będzie gotowe. Muszę to zrobić tak, żeby nikt tego nie zauważył. Jutro znów po Ciebie przyjdę, Anabel. - powiedział całując ją w czoło, po czym złapał ją za rękę i wyszli.

- Musimy stąd iść! I to natychmiast! Jeżeli Victor nas zobaczy, będzie źle! - powiedział Eddie.
- Ohhh... Jakie to romantyczne! Victor ma jednak serce! - powiedziała z politowaniem Amber.
- Nie wiedziałam, że kiedyś doczekam się tego. Vicotr się zakochał! - powiedziałam.
- Serio, możemy porozmawiać o tym po drodze. Zaraz mogą tu wrócić. - dodała Nina ze strachem w oczach.
- No... Słabo by było, gdyby po tej akcji nas zobaczyli. - dodała Patricia udając się w stronę drzwi wraz z Eddiem.
- Macie rację. - powiedział Alfie łapiąc Amber za rękę.
Wyszłam zaraz po nich. Ostatni szli Nina i Fabian, którzy zboczyli z drogi i wybrali się na spacer.
Po chwili byłam już całkiem sama. Odbiegłam od biblioteki.
Wpadłam na świetny pomysł! Wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Jeroma.
- Jerome? Proszę, pomóż mi! Chyba skręciłam kostkę! Strasznie mnie boli i nie mogę wstać!
- Joy! Już biegnę, powiedz mi tylko gdzie jesteś!
- Gdzieś w lesie. Nie wiem gdzie! Ale chyba nie daleko szkoły.
- A co ty tam robisz?
- Po lekcjach poszłam na spacer. Proszę, pomóż!
- Już biegnę! Zaraz Cię znajdę!
Rozłączyłam się. Miałam go w garści. Teraz tylko czekałam aż się pojawi.
Po nie całych 30 minutach, zobaczyłam zmachanego Jeroma. Podbiegł do mnie.
- Jerom, pomóż. - powiedziałam wymuszając płacz.
- Już jestem. Zaraz Ci pomogę. Możesz na mnie liczyć. - odparł biorąc mnie na ręce.
- Dziękuję... - szepnęłam.
Czułam się wyjątkowo. Jeszcze nikt nigdy się dla mnie tak nie poświęcił. Wtuliłam się w jego umięśnione ciało. Teraz czułam się jeszcze lepiej.
Zaniósł mnie do Domu Anubisa. Wszedł ze mną do salonu, gdzie położył mnie na sofie.
- Poczekaj. Pójdę po Trudy. - powiedział zmartwiony.
- Nie, Jerome. To chyba nic poważnego. Na prawdę. Czuję się już lepiej.
- To może przyniosę Ci trochę lodu? - zapytał.
- Dobrze. Tylko się pospiesz. - odparłam.
Powoli zaczynałam wierzyć w jego zmianę, ale nie mogłam teraz odpuścić. To był dopiero początek.
- Proszę, tu masz lód. - powiedział, kładąc mi go na nogę.
- Dziękuję. - odparłam uśmiechając się do niego.
Siedzieliśmy tak aż do kolacji. Rozmawialiśmy i śmialiśmy się z przeszłości. Naglę, do Domu Anubisa przyszedł dyrektor Sweet. Poszedł do pokoju Victora, po czym razem udali się do holu.
- Za dokładnie pięć minut widzę wszystkich domowników w salonie. Słyszeliście? Macie pięć minut! - krzyknął Victor.
Nie wiedziałam co się dzieje. Siedziałam z Jerom'em i prosiłam Boga o pomoc. Myślałam, że chodzi o sprawę z dzisiejszego poranka. Myliłam się.

- Słuchajcie, dzieci. - powiedział jak zwykle spokojnym tonem Eric. - Za parę dni, może nawet jutro do naszej szkoły dołączy nowy uczeń. Będzie on mieszkał w Domu Anubisa. Nie mamy jeszcze wszystkich informacji o nim, ale wiemy, że będzie to chłopiec. Więc w związku z tym musimy znaleźć mu pokój. Pomyślałem, że zamieszka z Fabianem i Eddiem. - zakończył, po czym wstał i wyszedł.
Zaskoczeni Eddie i Fabian patrzyli teraz na siebie. Nie wiedzieli co zrobić. Nie mogli się sprzeciwić dyrektorowi. Wtedy Victor miałby nas na wyciągnięcie ręki. Wiedziałby, że coś kombinujemy. Nie mogliśmy wydać naszych planów. Wszystko zaczęło się komplikować.
Po kolacji wszyscy udali się do swoich pokoi. Zostałam tylko ja i Jerome. Spojrzałam w jego piękne, niebieskie oczy, po czym przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował.
Następnie wyszeptał 'Kocham Cię' i mocno mnie do siebie przytulił.
Nie odezwałam się do niego. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, wiec po prostu się pożegnałam i udałam spać.



Przepraszam, że tak długo nie dodawałam nowego rozdziału, ale wiecie sa wakacje i nie mam czasu wchodzić na kompa. Teraz przez około 2 tygodnie nic nowego nie będzie, ponieważ wyjeżdżam i będę odcięta od internetu. Pozdrawiam :* <3