My Playlist †

środa, 24 lipca 2013

Rozdział 1.: Powrót do Domu.

Na ten dzień czekałam bardzo długo. Aż dziwne jest to, że wakacje mnie tak znudziły. Pragnęłam wrócić do Domu Anubisa. Tam wszystko było inne, takie tajemnicze. W końcu będę mogła zobaczyć swoich przyjaciół! Nie mogę się już doczekać. Od spotkania z nimi dzieli mnie tylko kilka godzin. Muszę się dobrze na to przygotować.
Po kilkugodzinnej podróży, stałam przed drzwiami naszego domu. Nie wiedziałam co mam robić. Czy wejść do środka, czy rozejrzeć się za przyjaciółmi. Po chwili stwierdziłam, że miło byłoby zrobić im niespodziankę.
Weszłam więc do środka. Powoli zamknęłam drzwi. Spojrzałam przed siebie i zobaczyłam otwartą piwnicę. Strasznie mnie to zdziwiło, gdyż Victor nigdy by do tego nie dopuścił. Te drzwi zawsze były zamknięte.
Nikogo jeszcze nie było. Nawet Trudy. Jednak z pokoju Victora dochodziły odgłosy kłótni. Postawiłam swoją walizkę przy schodach i po cichu udałam się na piętro. Przez szybę zauważyłam Rodenmaar'a wraz z obcym mężczyzną. Nie wiem kto to był, gdyż miał na głowie założony kaptur, ale z postawy dokładnie wynikało, że jest to mężczyzna. Miał na sobie ciemną bluzę z kapturem i czarne dżinsy. Wiem jedynie jak ma na imię - Jake.
Victor był przerażony a zarazem zły. Jedyne co usłyszałam to:
- Nie mogą się teraz o tym dowiedzieć Jake! - wykrzyczał w złości Victor.
- Musisz im powiedzieć! I to już dziś! To jest dla nas jedyna szansa! Nie możemy jej zmarnować! Resztą będziemy przejmować się później. To nie czas na głupoty. Mam nadzieję, że coś z tym zrobisz. Jeżeli nie to...
- To...? - uniósł się Rodenmaar.
- To wszyscy tego pożałują, a w szczególności Ona!
- Nic nie zrobisz! Nie poradzisz sobie bez naszego stowarzyszenia. I nie pozwolę Ci jej skrzywdzić! Możesz grozić każdemu, ale nie jej!
Nagle, poczułam jak mój telefon osuwa się z mojej kieszeni, po czym z hukiem spadł na dół. Zmrużyłam oczy i czekałam na cud.
- Kto tam jest? - zapytał swoim donośnym głosem Victor. - Lepiej się pokaż, a unikniesz srogiej kary. - dodał po chwili.
Przerażona i zdenerwowana powoli zaczęłam schodzić po schodach, tak aby nikt mnie nie zobaczył. Moje ręce drżały. Z góry słyszałam tylko wołanie Victora "Pokaż się!".
Gdy byłam już na dole, zauważyłam jak Rodenmaar wstaje i rusza w stronę schodów. Szybko zabrałam telefon i walizkę, po czym udałam się do salonu. Tam schowałam się za sofą.
Teraz słyszałam tylko kroki i szepty. Nagle drzwi do kuchni otworzyły się. Zobaczyłam przemykających, Victora i Jake'a.
Po pięciu minutach zobaczyłam Trudy i Victora. Nie zastanawiając się długo, radośnie wyskoczyłam zza sofy. Po czym pobiegłam przywitać się z Trudy.
- Cześć gwiazdko! Kiedy przyjechałaś? - zapytała zdziwiona.
- Hej Trudy. Przed chwilką. - odpowiedziałam z widocznym zakłopotaniem.
Trudy zdążyła tylko spojrzeć na mnie, kiedy nagle do Domu wbiegli uśmiechnięci Alfie, Amber, Nina, Fabian, Patricia i Eddie. Teraz już wszyscy byliśmy w komplecie.
Po kilku minutach wpadła reszta. Dzięki nim miałam nareszcie okazję zaproponować zwołanie zebrania.
- Mamy chwilkę - powiedziałam - Musimy dzisiaj zwołać zebranie. Mam wam coś ważnego do powiedzenia. Ale teraz nie zdążę. - dodałam.
- Masz rację. Po za tym dawno się nie widzieliśmy. Musimy wszystko obgadać. - powiedziała Nina.
- Dokładnie... - dodała reszta.
- A więc. Dziś wieczorem spotykamy się na holu. Punkt 20 widzę was wszystkich. Tylko się nie spóźnijcie. Pamiętajcie też, że o 22 Victor sprawdza, czy jesteśmy w łóżkach. - oznajmiła Nina.
Całą rozmowę przerwał nam Jerome.
- Znów narada kujonów? - zapytał ironicznie. - Nie wiem tylko czego szuka tu Alfie i Trixie.
- Ohh... Jerome... Skończ już... - powiedziałam.
- Taa ciesz się, że nie jemy śniadania. - oznajmiła Patricia.
- Okey... Chodźmy lepiej do pokojów, bo robi się niebezpiecznie. - dodał Eddie, łapiąc Patricie za rękę.
- Tak to chyba będzie najlepszy pomysł. Chodźmy Amber.
- Już idę Nina.
I tak każdy udał się do swoich pokoi. Trudy zajęła się obiadem, a Victor zeszedł do piwnicy. Zostałam tylko ja i Jerome w salonie. Całkiem sami.
- Joy... Wiesz... Całkiem niedawno uświadomiłem sobie, że jesteś dla mnie bardzo ważna. I to co było pomiędzy nami... Jest do końca prawdziwe. Nie chciałbym tego zmarnować... - powiedział, unikając mojego wzroku.
- Jerome... Masz rację... To było. I już chyba nigdy nie wróci.
- Ale Joy! Daj mi szansę! Zmieniłem się, naprawdę...
- Nie wiem...
- To chociaż spotkaj się ze mną dzisiaj o 17 w holu.
- Dobrze. - odpowiedziałam.
Chciałam już wychodzić, kiedy nagle Jerome złapał mnie za rękę i mocno do siebie przytulił. Po czym szepnął mi do ucha "Brakowało mi Ciebie".

1 komentarz:

  1. Awww... <333 Jak ja kocham Jeroy'owe scenki!!! ;* Cudowny rozdziaaał!!! <333
    Pisz szybko koleeejny rozdziaaalik <333

    OdpowiedzUsuń